Kamienica ul. Wiśniowa 56, Warszawa

Koszary na Wisniowej - Technikum i Liceum. Boisko i elewacja wschodnia.

Pokaźnych rozmiarów budynek szkolny, wzniesiono z początkiem XX w. jako koszarowiec, wchodzący w skład większego kompleksu ograniczonego dzisiejszymi ulicami: Puławską, Waryńskiego, Batorego, Wiśniową i Rakowiecką. Stanowił zachodnią flankę tegoż kompleksu. Gmach ma wymiary wydłużonego prostokąta (17,5 x 128,5 m), o kubaturze 2609,2 sążnia3 Dla przybliżenia skali dodajmy, że 1 sążeń rosyjski z tamtego okresu = 2,133561 m, czyli = 1/500 wiorsty, a to daje = 3 arszyny, które w sumie stanowią równowartość = 48-u werszków.

Koszary powstawały etapami dla Lejb-Gwardyjskiego Keksholmskiego pułku piechoty wchodzącego w skład 3-ciej Dywizji Piechoty Gwardii Imperium Rosyjskiego. Sam pułk miał dość długą i ciekawą historię. Utworzono go w 1710 r., a rozformowano wraz z upadkiem rosyjskiego imperium, w 1918 r. Pułk posiadał dość nietypowego patrona w osobie cesarza Austriackiego. Jednostką utworzono w Keksholmie – mieście położonym niedaleko granicy Rosyjsko-Fińskiej nad brzegami jeziora Ładoga. Obecnie miejscowość funkcjonuje pod nazwą Prioziersk. Pułk w swej historii był delegowany w różne miejsca, gdzie akurat prowadzono działania wojenne, lub gdzie wymagała tego napięta sytuacja – głównie w podpitych przez Rosję państwach, jak to miało miejsce w przypadku Polski.

Warszawa jako główne miasto regionu i siedziba zaborczych władz, po każdym kolejnym powstaniu stawała się miejscem stacjonowania dla coraz to nowych jednostek wojskowych. Z tego powodu przez cały XIX w. wznoszono rozliczne kompleksy wojskowo-koszarowe, z cytadelą i opasującym ją pierścieniem fortów na czele. Wojskowe zabudowania lokowano głównie z dala od centrum, na granicach miasta lub na bliskich przedmieściach. W gęsto zabudowanym mieście brak było bowiem miejsca na nowe, rozległe inwestycje. Budowa omawianego tu zespołu gmachów wpisuje się w tę tendencję. Kompleks koszar Kesholmskich, jak je też określano, powstał na południowo wschodnim krańcu rozległego placu ćwiczeń wojskowych zwanego Mokotowskim Polem Wojennym. Obszar ów rozciągał się na terenach esplanady, a pozostałością po nim są obecnie tereny zielone, znane pod nazwą Pola Mokotowskiego.

Decyzję o wzniesieniu koszar poprzedziła debata prasowa na temat zasadności rozbudowy wojskowej infrastruktury na tym właśnie terenie. Dyskusja taka była wówczas w ogóle możliwa, bowiem targana wewnętrznymi niepokojami Rosja skłonna była czynić pewne ruchy markujące jakoby zmianę podejścia do podbitych uprzednio narodów na bardziej liberalną, uspokajając tym samym sytuacje społeczno-polityczną nabrzmiewającą w różnych zakątkach imperium. Przypomnijmy tylko, że w owym czasie Rosja była zaangażowana w konflikt dalekowschodni, skutkujący w krótkim czasie wojną z Japonią (1904/05). Bezpośrednio potem w latach 1905-07 przez kraj przetoczyła się fala wystąpień rewolucyjnych. Czyniono zatem wiele, aby niepokoje wynikające z imperialistycznej polityki Rosyjskiej nie wywołały kolejnych konfliktów zbrojnych w innych zakątkach imperium. Min. zelżała wówczas nieco cenzura, stąd możliwa stała wspomniana wyżej dyskusja na temat wznoszenia wojskowych poniekąd obiektów. Dopuszczono do głosu publicystów, pozwolono na dywagacje poddające w wątpliwość całą inwestycję, co jak się zdaje nie miało większego wpływu na podjęte wcześniej decyzje. Odpowiedzialnym za wznoszenie koszar na terenie Warszawy był wówczas generał-major Liszyn-Dudicki (Liszyna-Dudickij), a nadzorującym bezpośrednio prace budowlane był arch. Wiktor Junosza-Piotrowski (1855-1917).

Mimo zgłaszanych obiekcji koszary powstały. Zakwaterowano w nich wojsko, które stacjonowało tu do ucieczki Rosjan z Warszawy latem 1915 r. Wzniesiony kompleks był jak wiele mu podobnych samowystarczalną jednostką, na terenie której oprócz miejsca do spania żołnierze mogli korzystać z takich udogodnień jak kantyna, sala widowiskowo-koncertowa, biblioteka etc. Oprócz tego powstawało szereg obiektów zaplecza technicznego jak kuchnia kotłowania, pralnia, magazyny, składy, własny agregator, lodownia, itd. Jeszcze na etapie projektowania władze wojskowe prowadziły ożywioną dyskusję z magistratem, co do finansowania inwestycji. Otóż dyskutowana o tym jak duże koszty przy wznoszeniu koszar ma ponieść miasto. Dyskusja nie dotyczyła tego, czy w ogóle ma się w to magistrat angażować, bo to założono a priori; dotyczyła kwestii dalszej, a mianowicie: ile finalnie, na tę nie swoją przecież inwestycję ma Warszawa wyłożyć.

W opisie tym skupimy się jednym konkretnym budynku koszarowym, zajmowanym dziś przez szkołę, która jako instytucja ma obecnie na swym terenie jeszcze cztery mniejsze obiekty. Trzy z nich są używane, a jeden ze względu na zły stan techniczny pozostaje zamknięty (jesień 2025). Obiekt zamknięty to stojący na południe od szkoły parterowy budynek, na carskich mapach opisywany jako piwnica na kapustę. Pierwotnie były dwa, takie bliźniacze obiekty – do dziś przetrwał północny. Skoro mówiono o nim per: piwnica, jest możliwe, że pierwotnie była to ziemianka, dopiero po jakimś czasie nadbudowana o istniejący do dziś parter. Kolejne trzy budynki stoją na południe od szkolnego boiska. Pierwszy z nich wysunięty najdalej na północ, pierwotnie pełnił funkcje wojskowego bufetu. Powstał wkrótce po wzniesieniu koszarówców. Warto w tym miejscu przypomnieć, że nie wszystkie budynki, w obrębie powstającego wówczas kompleksu wzniesiono jednocześnie. Obecnie obiekt rozbudowany nieco w kierunku północnym (częściowo przed, częściowo po 1945 roku) mieści salę ze sceną, gdzie odbywają się szkolne uroczystości. W zachodniej części budynku znajdują się natomiast sale specjalistycznych pracowni. W budynku stojącym dalej na południe są obecnie pomieszczenia biurowe, okresowo wynajmowane. Na planach carskich, teren na którym stoi obecny budynek, był rezerwowany pod koszarową piekarnię, która jest najprawdopodobniej tożsama z obecnym obiektem o funkcjach biurowo-administracyjnych.

Wysuniętym najdalej na południe pozostaje dziś obiekt mieszczący salę gimnastyczną. Pierwotnie mógł być funkcjonalnie związany ze stajnią znajdującą się niegdyś w miejscu dzisiejszego bloku przy ul. Rakowieckiej 2b. Wnioski takie można wysnuć na podstawie zewnętrznego wyglądu budynku, który od zachodu ma podjazd podparty filarami, jako żywo przypominający kuźnię. Poza tym zarówno w północnej, jak i południowej ścianie widać ślady po szerokich dwuskrzydłowych wrotach (razem zamurowano 4 otwory), przypominających wjazd do wozowni (garażu), czy warsztatu naprawczego taboru wojskowego (?).

Warte szczególnego podkreślania są wydrapane na wszystkich budynkach wpisy stacjonujących tu żołnierzy i uczniów. Jakkolwiek tradycja ta trwa do dziś, to najcenniejsze są wpisy najdawniejsze, z pierwszych lat XX w., wykonane cyrylicą (najstarszy zidentyfikowany 1904 r.). Potem wpisywali się stacjonujący tu żołnierze polscy, a później niemieccy (II wojna światowa) – co ciekawe są tu też napisy cyrylicą z okresu okupacji niemieckiej (1943 r.), co świadczy o stacjonowaniu tu ukraińskich oddziałów w służbie niemieckiej być może tych,  które tłumiły później powstanie warszawskie. Po 1945 r. pojawiają się wpisy żołnierzy LWP (min. lotnicy) i kadetów. Następnie zaczyna się twórczość uczniów mieszczących się tu placówek szkolnych, aż po czasy nam współczesne. Wpisy stanowią ogromny zbiór powstały na przestrzeni bez mała 130 lat. Są sennym i niebanalnym, a także nieoczywistym zabytkiem bardzo rzadko w takiej ilości zachowanym do dziś, a jeszcze rzadziej badanym. Napisy powstawały w formie rytów. Jedne są głębokie i wyraźne, drugie płytkie – wręcz powierzchowne – co ma duże znaczenie w przypadku potencjalnego remontu elewacji i ewentualnego czyszczenia cegły. Wówczas żadnych szans nie będzie miała druga grupa napisów, równie liczna, a wykonana kopiowym ołówkiem – szczególnie dużo jest takich wpisów z czasów carskich. Oprócz tego na ścianach są szramy po drugowojennych postrzelinach i  ślady po propagandowych napisach socjalistycznych jak np.: „Wojsko zrośnięte z narodem jest niezwyciężone”. Oprócz tego na niektórych obiektach zachowały się malowane numery dawnego przedwojennego porządku budynków. Kolejnym interesującym wątkiem są sygnatury cegieł. Występują tu cztery powtarzające się z różnym natężeniem oznaczenia. Wymieńmy je w porządku wskazującym na częstość występowania sygnatur na murze, choć wiadomym jest, że ilość pojawiających się oznaczeń nie zawsze pokrywa się z faktyczną ilością użytych do budowy cegieł. Jedna cegielnia mogła bowiem stemplować co 10-tą cegłę druga co 5-tą. Poza tym cegły są różnie ułożone w wątku muru, przez co nie każde ostemplowanie jest dziś widoczne. Tak czy inaczej pojawiających się sygnatur jest wiele i warto o nich wspomnieć.

Najliczniej są ostemplowane cegły z cegielni „Łubna” znajdującej się po północno-wschodniej stronie drogi z Piaseczna do Góry Kalwarii. Obecnie ta XVI wieś licząca niespełna 650 mieszkańców (w 1916 r. ilość ludności była prawie taka sama – różnica sięga ok 30 osób) kojarzona jest z działającym nieopodal od 1978 r. wysypiskiem śmieci, zamkniętym dopiero w 2023 r. Tak jak ostatnimi czasy z odpadami, tak dawniej, cały region kojarzony był z cegielniami, które powstawały w okolicy na bazie bogatych, a płytko zalegających pokładów surowca potrzebnego do produkcji cegieł, dachówek i innych wyrobów z kamionki. Zasięg występowania surowca widać dziś dokładnie choćby na zwykłych topograficznych mapach, gdzie dawne glinianki, wypełnione wodą układają się w zwarty zasięg o rozciągłości północ-południe. Szybki rozwój okolicznych cegielni był stymulowany otwarciem linii Kolejki Grójeckiej, co miało miejsce w 1897 r. Kolejka w późniejszych latach była sukcesywnie rozbudowywana tworząc coraz to nowe bocznice i wielokilometrowe odgałęzienia. Sama cegielna została założona w 1899 r. przez spółkę B-ci Oppenheim i Regierera po nazwą: Cegielnia „Łubna”. Data założenia tej cegielni zbiega się z datą budowy mokotowskich koszar. Być może to przypadek, być może nie. Warto jednak zwrócić uwagę, że Oppenheimowie zajmowali się prowadzeniem kilku podwarszawskich cegielni, od kilkudziesięciu już wówczas lat. Mieli więc odpowiednie kontakty i rozeznanie rynku. Firma ich rozwijała się błyskawicznie. Dość powiedzieć że już w 1906 r. miała obrót 1 000 000 Rubli, zatrudniała ok 500 robotników, a nawet dysponowała motorem parowym o mocy 100 KM. Poza tym imponujący był też zakres oferowanych produktów. Można tu było nabyć zarówno cegłę robioną ręcznie jak i mechanicznie; pełną jak i dętą (obecnie zwaną dziurawką). Sprzedawano też kształtki, licówki, cegłę kanałową, dachówki (ciągnione i żłobkowane) oraz tzw. gąsiory. Kantor sprzedaży był zarówno przy fabryce jak i w Warszawie, początkowo przy Kaliksta 11 (następnie 13), potem w Al. Jerozolimskich 55, a także na ul. Zielnej 31, gdzie mieściło się biuro zarządu. Firma przetrwała I wojnę światową, jednak krótko po jej zakończeniu jej historia zaczyna się „rozmywać”. Niezależnie od tego, wartość obrotów firmy drastycznie spadała jeszcze przed I wojną światową, co mogło być wywołane zmniejszaną sukcesywnie ofertą ze strony carskiej armii. Na niejasny przebieg historii cegielni w 20-leciu międzywojennym ma wpływ kilka spraw. Otóż w okolicy było dużo podobnych zakładów, łączyły się one za sprawą nowych właścicieli, tworzących spółki, w nowe byty prawne, przyjmujące nowe nazwy. Wiadomo, że pobliskie wyrobiska były dzierżawione w latach 30. XX w. przez Sp. Akc. pod nazwą „Tow. Przemysłowo-Handlowe Łubna”, od sekwestratora zarządzającego podupadającym majątkiem Łubna. Z ogólnej liczby cegielni (5 zakładów) składającej się na obiekt dzierżawy, aż dwie były wówczas zamknięte. Nie wiemy zatem, kiedy tak naprawdę pierwotny zakład (wyrobisko) zostało zamknięte. Potwierdzeniem tego jest choćby informacja z roku 1950 o cegielni „Łubna” z siedzibą w… pobliskiej Baniosze, gdzie pierwotnie działała odrębna cegielnia.

Kolejną występującą dość często wewnątrz budynku cegłą (niższe parametry wytrzymałościowe?) jest ta z symbolami „U i Ska”, co tłumaczy się jako: „Ujazdowski Stefan i Spółka”. Cegielnię sygnującą tak swe wyroby, otwarto 24-VI-1898 r. Zakład mieścił się w Dąbrówce Wilanowskiej. W skład Zarządu weszli min. hr. Ksawery Branicki – właściciel dóbr Wilanowskich i Stefan Ujazdowski, być może strategiczny inwestor, być może ktoś kto już prowadził podobny zakład. Interes rozwija się pomyślnie, bowiem 1903 r. zatrudniano tam już 108-u robotników, a dochód roczny sięgał 74 000 rubli. Nie było to więc małe przedsiębiorstwo. Tym bardziej dziwi fakt, że tak niewiele zachowało się o nim wzmianek. Nasuwa się przypuszczenie, że być może firmę powołano wraz z uzyskaniem intratnych wojskowych zleceń i niestety wraz z ich utratą przedsięwzięcie zaczęło podupadać. Warto zauważyć, że w tym czasie (1911 r.) podjęto nieco odwlekaną decyzję o likwidacji „Twierdzy Warszawa”. To automatycznie zmniejszyło zapotrzebowanie na cegłę. Przestano wznosić nowe obiekty, a nawet zaczęto masowo rozbierać już istniejące, zwłaszcza po wschodniej stronie Wisły. Co prawda bezpośrednio przed I wojną światową trend uległ odwróceniu – zaprzestano rozbiórek, a nawet zaczęto wznosić nowe obiekty, słusznie przeczuwając zbliżający się konflikt zbrojny. Okres ten jednak był na tyle krótki, że nie miał większego wpływu na koniunkturę, która ostatecznie załamała się w roku 1914. Cegły sygnowane z początku: „U i Ska”, po 1905 r. są opisywane jako: „R i Ska”. Właścicielem cegielni zostaje bowiem wówczas Stanisław Rostkowski (plenipotent wilanowskich dóbr), którego nazwisko do 1941 r. występuje w nazwie zakładu. W rękach Rostkowskiego cegielnia pozostaje na pewno do 1916 r., a żyje on jeszcze w 1930, bowiem wówczas wystawia okazały grobowiec zmarłej żonie, na cmentarzu parafialnym w Piasecznie. Poza tym jego cegielnia pod nazwą „St. Rostkowski S.A.”, figuruje w książce telefonicznej na rok 1930/31. Współkę akcyjną przekształcono ją w 1929 r. W okresie tym kapitał zakładowy firmy wynosił 1 100 000 zł. Zdolność produkcyjną określano na 8 500 000 sztuk cegieł/rocznie. Zakład miał własną półkilometrową bocznicę kolejową, zatrudniał 110 robotników, oraz 2-óch techników i 2-óch biuralistów. Proporcje aparatu urzędniczego do liczby zatrudnionych robotników – wprost imponujące. Jeśli chodzi o właścicieli, to w zarządzie oprócz Stanisława, zasiadali jeszcze Antoni i Wacław Rostkowscy – była wiec to firma rodzinna, której kantor sprzedaży mieścił się przez lata w Warszawie przy Nowym Świecie 18.

Cegły z pełnym opisem: „Dąbrówka Wilanowska”. Nie do końca wiadomo czy chodzi tu o wspomnianą wyżej cegielnię Ujazdowskiego (Rostkowskiego), czy jakąś inną z tej samej okolicy, a tylko dla odróżnienia sygnowaną nazwą miejscowości, gdzie był już inny znany zakład (Stefana Ujazdowskiego), a nie nazwiskiem które mogło nic nikomu nie mówić. Warto wspomnieć, iż sama nazwa miejscowości jest nieco myląca, bowiem wieś, owszem wchodziła w skład rozległych dóbr wilanowskich, jednak od Wilanowa była w dość dużej odległości, a co ważniejsze nie miała dobrej komunikacji z królewską posiadłością. Ciążyła raczej do Piaseczna ew. do Warszawy, niż do samego Wilanowa. Położona była przy trasie Grójeckiej Kolejki Wąskotorowej przebiegającej wzdłuż ul. Puławskiej. Miejscowość, na którą składał się zarówno sam zakład i osada; mieściła się po obu stronach drogi, w okolicy skrzyżowania z obecna ul. Karczunkowską.

Ostatnią najrzadziej sygnowaną cegłą jest ta z oznaczeniami: „W.L.”. Być może chodziło o Zakłady Ceramiczne „Leonów” w Brwinowie (pow. Błonie) należące do Leona Więcka. Działające od 1903 r., a odebrane prawowitemu właścicielowi po wojnie (29-IX-1950 r.), o czym nie omieszkano się pochwalić na łamach Monitora Polskiego. Jeśli faktycznie chodziłoby o tę cegielnię, to dość prawdopodobna staje się wersja nadbudowy pierwotnych piwnic do przechowywania kapusty, jak je opisano na jednym z najstarszych planów, gdzie nie mówi się o podpiwniczonych w budynkach, a jedynie piwnicach, tak jakby poza nimi na powierzchni nic nie było.

Wracając do historii samego budynku. Po ustąpieniu Rosjan w 1915 r., obiekt został zajęty przez oddziały niemieckie, pozostające w Warszawie do 1918 r. Zwarzywszy na bliskość lotniska z dużym prawdopodobieństwem w omawianym przez nas koszarowcu kwaterowały oddziały związane z lotniskiem (obsługa naziemna, piloci, ect.). Wiadomo też, że funkcjonującemu tu lotnisku towarzyszyła szkoła lotników i obserwatorów lotniczych, kształconych min. do analizy i interpretacji zdjęć lotniczych (Flugschule). Cały teren koszar został przejęty przez Polaków 11-XI-1918 r. Data ta przypadkowo zbiega się z zaplanowanym wcześniej złożeniem broni przez Niemców i wycofaniem się poza granice sprzed 1914 r., bowiem próby zajęcia lotniska zaczęły się kilka (kilkanaście?) godzin wcześniej, niż dotarł do Niemców oficjalny rozkaz złożenia broni. W dwudziestoleciu międzywojennym cały kompleks zajęło wojsko polskie. Koszary były zajmowane min. przez 1 Pułk Artylerii Przeciwlotniczej, w 1933 r. przekształcony z Dywizjonu Artylerii Zenitowej, oraz 1 Pułk Lotniczy. Mieściła się tu także siedziba Departamentu Lotnictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych. Wówczas to przedłużono na północ ul. Wiśniową nadając jej miano ul. Skautów, która to nazwa utrzymała się po lat powojennych (nazwa pojawia się jeszcze w 1955 r.).

W czasie wojny w koszarach zakwaterowano odziały niemieckie. Stacjonowały tu min. dywizjon artylerii i wojska SS, także rosyjskojęzyczne jednostki ukraińskie, co potwierdzają wpisy na ceglanych elewacjach w przyziemiu budynku. Każda zmiana użytkownika koszar niosła za sobą pewne zmiany aranżacyjne. Czasami były one tak duże jak ta, która zaszła w dwudziestoleciu międzywojennym. Wówczas to, przed 1936 r. Północną połowę gmachu nadbudowano o dwa piętra. Nowe, górne części elewacji, pozostające w ceglano-kierpicznym stylu, zostały zaprojektowane z nieco uproszczonym detalem względem ich carskiego pierwowzoru. Nadbudowa była zapewne planowana nad całym budynkiem, jednak drugą cześć inwestycji przerwała wojna. Do sprawy wrócono po 1945 r. Prace budowlane zaczęły się ok 1949 r. W 1950 r. inwestycję doprowadzono do stanu surowego otwartego. Zapewne więc w rok później, góra dwa lata, całość oddano do użytku. Bezpośrednio po wojnie mieściła się tu szkoła Kadetów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), okrytej złą sławą formacji wojskowej wydzielonej z regularnej armii, a powołanej do walki, jak to określano, z reakcyjnym podziemiem, czyli z UPA, OUN, Wehreolffem, ale też i z polskim podziemiem antykomunistycznym. Po 1945 r., gdy komunistyczna władza nie była jeszcze dostatecznie w Polsce ugruntowana, żołnierze wcielani często siłą do KBW, masowo z niego dezerterowali. Nie były to pojedyncze przypadki liczba dezercji szła w setki, uciekały całe bataliony, stad na początku były duże trudności z zachowaniem założonej liczebności tej formacji, którą usiłowano „zawadiacko” nazywać Kabewiakami, chyba tylko po to by mylili się z powojennymi Peowiakami. W okresie największego nasilenia stalinowskiego terroru (ok. 1950 r.) stan osobowy KBW przekraczał nieco 40 000 ludzi, była to więc armia w armii wykorzystywana do brutalnie realizowanych celów politycznych. Owo zbrojne ramię partii zajmowało się min. ściganiem i rozstrzeliwaniem żołnierzy podziemia antykomunistycznego, pacyfikacją wsi, współprzeprowadzało akcję „Wisła”, tłumiło zbrojnie wystąpienia robotnicze – czerwiec 1956, itd. Dla ocieplenia wizerunku odziały KBW były posyłane do pomocy w żniwach, wykopkach, czy do sypania wałów przeciwpowodziowych, rozminowywania pól minowych, oraz budowy dróg, co nie powinno przesłonić ich działalności przy konwojowaniu więźniów politycznych i ochronie obozów, gdzie byli oni przetrzymywanych, kontroli wyrywkowych ludności, szczególnie na dworcach, co wprowadzało atmosferą terroru, czy ochrony przymusowych akcji kontyngentowych na wsi. Formację rozwiązano dopiero w 1965 r., a ludzi w niej pracujących wcielono do innych pokrewnych jednostek, jak min. ZOMO.

Szkoła KBW istniała w koszarowcu do 1956 r. W ciężkich powojennych czasach, szkoła dla przyszłych funkcjonariuszy cieszyła się ogromną popularnością. Głównie ze względu na doskonałe warunki bytowe i perspektywę dobrze płatnego, stałego zajęcia. Być może to właśnie było jedną z przyczyn pojęcia kontynuacji rozpoczętej przed wojną nadbudowy obiektu.

Zarówno dach, jak i konstrukcja poddasza ostały zaprojektowane nieco inaczej niż część przedwojenna, co widać chociażby po innym rozplanowaniu kominów. Po odejściu z budynku KBW, aż po czasy dzisiejsze mieściły się tu różne szkoły. Obecnie gamach jest zajmowany przez Zespół Szkół Licealnych i Technicznych nr 1 na który składają się: LXXX L.O. im. Leopolda Staffa i Technikum Mechatroniczne nr 1 im. Piotra Drzewieckiego. Prężnie działające placówki, rokrocznie szkolą kolejne zastępy młodzieży.

Sam gmach po wielu remontach zachował sporo elementów oryginalnych, począwszy od samej konstrukcji nie naruszonej ani w 1939 ani w 1944 r. Wspomnianym wyżej, najciekawszym chyba zabytkiem, są liczne wpisy na cegłach wokół budynku. W dobrym i niezmienionym stanie zachowały się wszystkie trzy klatki schodowe wraz z lasticowymi stopniami i balustradami. Przy ostatnich aranżacjach odsłonięto i wyeksponowano spore fragmenty ścian z zabytkowymi, sygnowanymi cegłami (szatnie na barterze, klatka główna – środkowa, bufet na II-im piętrze). W klatce północnej na wyższych kondygnacjach zachowała się stolarka okienna, a w kilku miejscach na korytarzach pozostawiono stare drzwi wraz z półkolistymi nadślemiami. Ponadto w jednej z sal zachowały się drzwi do zachowanka. Ciekawą pozostałość znajdujemy na północnym i południowym krańcu korytarza I-go piętra, gdzie stworzono mozaiki z potłuczonych płytek podłogowych wymienianych z dużym prawdopodobieństwem po wojnie w ramach jednego z remontów. Ciekawym obiektem są też podziemne kanały techniczne (?) z epoki, wykorzystywane dziś dla przeprowadzenia przewodów wodociągowych. W chwili obecnej częściowo zasypane. Na ocalałym odcinku łączą min. budynek południowo wschodni z następnym usytuowanym na północ.

Na zakończenia warto dodać, iż 18-IX-2019 roku, cały zespół budynków zajmowany przez szkołę został wpisany przez Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków – Jakuba Lewickiego, do rejestru zabytków. Zespół objął zarówno budynki użytkowane przez szkołę jak i bliźniaczy koszarowiec remontowany obecnie na siedzibę Nar. Arch. Cyfrowego (NAC), spod adresu Rakowiecka 2D.

::: Włączono do bazy w ramach projektu: „Studeo et Conservo 2025” – (XXI edycja), dofinansowanego przez Miasto Stołeczne Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj