Okazały, monumentalny gmach wzniesiony w latach 1928/29 wg proj. Mariana Kontkiewicza (1884 – 1926), powstał specjalnie z przeznaczeniem na cele oświatowe. Obecnie zajmowany jest przez: „Zespół Szkół Odzieżowych, Fryzjerskich i Kosmetycznych nr 22 w Warszawie”. Nazwa szkoły, a od 1949 r. zespołu szkół, zmieniała się tak często, że nie będziemy tu przytraczać jej kolejnych brzmień, zwłaszcza, że wiązało by się to z opisywaniem przyczyn owych zmian, wynikających najczęściej wprost z reorganizacji struktury placówki, na opisywanie czego nie ma tu dość miejsca.
Wspomnijmy słów kilka o historii samej szkoły jako instytucji. Powstała ona na fali ogólnonarodowego entuzjazmu i odrodzenia życia publicznego, po ucieczce się z Warszawy Rosjan (I wojna światowa). Otóż z inicjatywy Tow. Rozwoju Przemysłu i Handlu (Tow. „Rozwój”?), niespełna pół roku po wyjściu wieloletniego, znienawidzonego okupanta, już 15-XII-1915 r. powstaje szkoła dla dziewcząt, pod ówczesnym, nieistniejącym dziś adresem: Nowowiejska 27a (później Topolowa 10). Należy przypuszczać, ze był to jeden z pawilonów po Mikołajewskim Przytułku dla Dzieci Żołnierskich. Instytucja ta wraz z wyjazdem Rosjan przestała w Warszawie funkcjonować, a jej budynki zostały rozdysponowane różnym instytucjom. Świeżo powstała placówka, o oficjalnej nazwie: „I-sza Żeńska Szkoła Rękodzielnicza”, zarządzana była przez Marię Bartkowską, wyznaczoną na stanowisko dyrektorskie przez Komisję Oświecenia przy Centralnym Komitecie Obywatelskim. W wyniku wojny polsko-bolszewickiej (1921 r.) zabudowania dawnego przytułku zostały po części zajęte przez szpital, który po zakończeniu konfliktu, nie wyniósł się z obiektu, ale wystąpił o stałe użytkowanie całego kompleksu.
W tej trudnej sytuacji, placówka szkolna znalazła schronienie (na kilka miesięcy) w gmachu Wyższej Szkoły Handlowej przy ul. Koszykowa 9. Następnie ulokowała się na Mokotowie przy ul. Dolnej 25. Tu pozostała znacznie dłużej. Mimo, iż budynek przy ul. Dolnej był wznoszony przez Magistrat od razu z przeznaczeniem na szkołę, to dziś urągałby wszelkim normom. Powstał obiekt wysoki, jak na swe otoczenie, bo aż trzypiętrowy, ale tylko trzyosiowy, będący w zasadzie długą oficyną boczną sięgającą szczytem do ulicy. Być może w perspektywie była dalsza rozbudowa obiektu, stąd tak oszczędne rozporządzanie powierzchnią działki. Ze względu na swe peryferyjne podówczas położenie, szkoła przybrała charakter placówki raczej lokalnej, a nie jak to było w założeniach ogólnomiejskiej. Przy ul. Dolnej dziewczęta pobierały nauki, aż do 1930 r. kiedy to skończono przeprowadzkę do obecnego okazałego gmachu przy ul. Kazimierzowskiej 60. Jak wspomniano wyżej, obiekt zaczęto wznosić w 1928 r. a już na gwiazdkę roku 1929 zaczęto przeprowadzkę szkoły. W wrześniu 1930 r. rozpoczęto już w nowej siedzibie. Jeśli chodzi o warunki lokalowe, był to trudny do opisania skok jakościowy. Warto tu zwrócić uwagę na rzadki fakt realizacji projektu po śmierci jego twórcy, co zawsze może się wiązać z dużymi problemami przy małych nawet komplikacjach pojawiających się w trakcie realizacji projektu wynikających z braku dostępności do jego twórcy. Można się wiec domyślać, że: albo sprawa przedłużała się formalnie, albo uznano projekt zmarłego jeszcze w 1926 r. Mariana Kontkiewicza, za tak dobry, iż zdecydowano się na jego wdrożenie, bez możliwości konsultacji na temat powstałych w trakcie realizacji, ewentualnych kwestii do rozstrzygnięcia.
Lata 30. są okresem stabilizacji i ciągłego dynamicznego rozwoju placówki. Jedyną poważną niedogodnością był brak boiska, a fakt nierozwiązania tego problemu pomimo dogodnej sytuacji, jaką stwarzało sąsiedztwo niezabudowanych parceli, należy zrzucić na karb opieszałości, krótkowzroczności i braku empatii, a może też i braku dobrej woli, u zarządzających sprawą urzędników miejskich. Oto bowiem szereg lat pod rząd rezerwowali oni mniej funduszy na odkupienie prywatnych placów pod boisko, niż by to wynikało z tendencji wzrostu cen nieruchomości w tej okolicy. Tendencje te nie były tajemnicą i łatwo można było się do ich odnieść przy planowaniu wydatków na kolejne lata. Niestety do 1939 r., nie udało się sprawy sfinalizować.
Podczas II wojny światowej nastąpił regres w rozwoju placówki. O ile mało ucierpiał sam gmach, o tyle rozwój szkoły jako instytucji został mocno zachwiany. Otóż z początkiem września 1939 r. gmach na swe potrzeby zajęło polskie wojsko, lokując tu sztab generalny. Nie było to decyzją przypadkową, bowiem jeszcze w 1938 r. przeprowadzono wizję lokalną i oględziny, które wypadłszy pozytywnie, w efekcie wybuchu wojny doprowadziły do poważnego zakłócenia nauczania w szkole (na szczęście nie uniemożliwiając go doszczętnie). Opisana powyżej sytuacja nie trwał długo, bowiem wraz z wycofującym się wojskiem szkołę opuścił także sztab. Już niebawem na budynku „poznali się” Niemcy, którzy zajęli znaczną jego część (północne skrzydło) na koszary dla żołnierzy SS. Wcześniej bezpośrednio po kapitulacji Warszawy zwykli żołnierze wehrmachtu przez 3 dni nie dopuszczali do szkoły Polaków, okradając ją w tym czasie z wartościowych sprzętów.
Ta krucha koegzystencja placówki oświatowej ze skoszarowanymi SS-manami, zakończyła się w bardzo dziwny sposób. Otóż w pewnym momencie, na wiosnę 1941 r., Niemcy pootwierali pozamykane dotąd przejścia na III piętrze, wtargnęli na teren szkoły i rozpoczęli regularny rabunek… Uczennice i personel nie tylko nie przestraszyli się tej skądinąd groźnej sytuacji, ale odnalazłszy się w niej szybko, podbierali na bieżąco Niemcom to, co oni właśnie kradli z trenu placówki. Zaimprowizowana i sprawna organizacja, oraz poświęcenie przypadkowych osób (ukrywanie rzeczy w okolicznych mieszkaniach, czy szybki transport – oby jak najdalej od szkoły, i itd.) zaowocowały uratowaniem sporej części sprzętów. Warte odnotowania są: brawura i poświęcenie młodzieży, jak choćby w przypadku szkolnego zegara, który uczennice odebrały Niemcowi. Otóż, podczas gdy chciwy żołdak wspiął się na stół i odkręcił ze ściany chronometr, kilka dziewcząt rozkołysało stół, na którym złodziej stał. Ten ratując się przed upadkiem puścił zegar, jedna z dziewcząt go pochwyciła, a cała gromadka się rozpierzchła. Innym sposobem na odzyskanie było podbieranie rzeczy z miejsc doraźnego składowania przed ich odwiezieniem, czy też ustawianie się na końcu szeregu SS-manów podających sobie mniejsze sprzęty w kierunku pryzm składowania, przechwytywanie ich i umykanie – odwaga godna pochwały. Relację o powyższych wyczynach znamy ze wspomnianej samej p. dyrektor Bartkowskiej.
Mimo bohaterskiego oporu uczennic i personelu szkoła straciła swą siedzibę. Najpierw przeniesiono się na Chocimska 4, gdzie od początku było wiadomo, że na pewno nie będzie to lokal docelowy. Nie pomieszczono tam nawet części z uratowanych sprzętów, które doraźnie poutykano także w domach prywatnych, czy instytucjach zarządzanych wówczas jeszcze przez Polaków, jak np. Instytut Higieny przy puławskiej 91, którego dr, St. Stypułkowski zezwolił na przechowanie sporej ilości rzeczy.
Doraźną, acz obszerną siedzibę znaleziono w pobliskiej rozbitej kamienicy przy ul. Racławickiej 3. Dom jako uszkodzony i nie zamieszkały, wyszukała niezmordowana dyr. Bartkowska i przy pomocy RGO (Rada Główna Opiekuńcza) ustaliła właściciela, który zgodził się na własny koszt wyremontować kamienicę i ugościć szkołę. W 1939 r. plac wraz z domem należał do Tomasza Zamoyskiego, który w 1941 r. z dużym prawdopodobieństwem pozostawał właścicielem posesji. Wówczas, podczas niemieckiej okupacji szkoła została podzielona na szereg filii, funkcjonujących w różnych częściach miasta. Sytuacja ta miała trwać długo jeszcze po wojnie. Z tragedii powstania warszawskiego, szkoła jako instytucja wyszła bardzo okaleczona. Z pięciu miejsc, w których funkcjonowała do 1944 r., przetrwał tylko dom przy ul. Racławickiej 3 (obecnie zresztą nie istniejący), a cudów przy ratowaniu ocalałego sprzętu dokonywała żona dozorcy – pani Henryka Cylewska, która po ustąpieniu Niemców ze stolicy wróciła w miarę szybko i ku niezadowoleniu szabrowników broniła pozostawionego w budynku mienia szkoły, jakby było jej własnym, minimalizując przy tym i tak ogromne straty materialne placówki.
Wydawałoby się, że po 1945 r. szkoła wróci wreszcie „na swoje” – nic bardziej mylnego… Otóż w powojennej rzeczywistości ciągłych niedoborów, odzyskanie dawnej siedziby przebiegało długofalowo, etapami i przy dużych oporach ze strony władzy, która co i rusz widziała ważniejszych pretendentów do zajęcia lokum w przedwojennej szkole, niż jej prawowity właściciel. Stąd zaraz po wojnie w okazałym czteroskrzydłowym gmachu przy ul. Kazimierzowskiej 60, ulokował się GUS (Gł. Urz. Statystyczny), który dostał pokaźne fundusze na remont. Dzięki staraniom i prośbom Marii Bartkowskiej, dyrektor GUS-u zgodził się udostępnić szkole południową część gmachu. Pierwszy krok został zatem poczyniony. Ponadto w obiekcie pojawił się z czasem GIP (Gł. Inst. Pracy) i AS (Akad. Stomatologiczna). W 1951 r. po wyprowadzce GUS-s do własnej siedziby (róg Wawelskiej i al. Niepodległości), podjęto nowe niekorzystne dla „naszej” szkoły kroki. Otóż w lutym 1952 r., w ekspresowym tempie 3 dni, przeniesiono placówkę na ul. Stawki 3, gdzie pozostawała do 1958 r. Budynek przy ul. Kazimierzowskiej, oczyszczono bowiem wówczas na potrzeby KGMO (Kom. Gł. Milicji Obywatelskiej). Mimo, iż w roku 1958 rozpoczął się powrót szkoły do swojego gmachu, to jeszcze w 1964 r. milicja zajmowała sporą część obiektu, a pozbywanie się jej, jak widać trwało długie lata. Ostatecznie mundurowi wyprowadzili się na przełomie 1965/66 r.
Od tej pory szkoła zajmuje bez reszty swój własny gmach, cały czas modyfikując nieco swą strukturę organizacyjną, szczególnie jeśli chodzi o zakres nauczania. Przez lata mają też miejsce, podejmowane wielokrotnie prace budowlane w obrębie obiektu. Nawet obecnie (2025 r.), szkoła przechodzi kolejny remont związany z wymianą i adaptacją starej infrastruktury.
Szkoła dorobiła się, aż dwóch patronek. Otóż w latach 1965-85, była nią działaczka komunistyczna, Natalia Gąsiorowska, w 1985 r. zmieniono na Marię Bartkowską, długoletnia dyrektor szkoły (1915-1961), niezmordowaną jej orędowniczkę i dobrodziejkę.
::: Włączono do bazy w ramach projektu: „Studeo et Conservo 2025” – (XX edycja), dofinansowanego przez Miasto Stołeczne Warszawa.
































































































































































