Kamienica ul. Chłopickiego 12, Warszawa

Jeden z dwudziestu ośmiu domów przedwojennej kolonii, powstałej na Grochowie w latach 1925-27, wg projektu Witolda Matuszewskiego. Rozmieścił on w kwartale ulic: Chłopickiego, Boremlowskiej, Żółkiewskiego i Szaserów, w sumie dwadzieścia osiem domów, w tym: dziesięć jednorodzinnych i osiemnaście „bliźniaków”. Osiedle zaprojektowano w sposób przemyślany, spójnie i z rozmachem. Oprócz samych domów powstała infrastruktura podnosząca komfort życia w kolonii. Nieruchomości, co prawda posiadały jedynie własne szamba (bez kanalizacji), ale były zelektryfikowane, z doprowadzonym gazem i łączami telefonicznymi. W niedługim czasie zainstalowano także wodociąg. Okoliczne ulice utwardzono kocimi łbami, urządzono przy nich zieleń i postawiono latarnie; tak że całość zmieniła się w iście przyjemna enklawę rzuconą na dalekie, dopiero co kształtujące się grochowskie przedmieścia. Wszystkie obiekty powstały w modnym podówczas stylu dworkowym, dla spółdzielni mieszkaniowej pod nazwą „Domy Spółdzielcze”. Spółdzielnia owa składała się z członków należących do partii socjalistycznej, stąd patron osiedla: leicowy polityk Franciszek Prauss. Tereny pod przyszłą „Kolonię Praussa”, nabyto od Jana Łaskiego w roku 1925. Fakt, że kupił on znaczną połać posiadłości Grancowów, którą dzielił na mniejsze działki i sprzedawał pojedynczo, lub całymi kwartałami ukazuje nam sposób i charakter działalności tego przedsiębiorcy. Widoczny tu proces podziału, ze wszech miar naturalny, sięgał znacznie dalej wstecz. Oto bowiem, wspomniany wyżej Granzow, swój teren także nabył wcześniej jedynie jako, fragment jeszcze większej posiadłości, od zasiedziałej na Grochowie rodziny Hermanów.

Właścicielem interesującego nas domu pod adresem Chłopickiego 12, w 1930 r., była Helena Leman, a w końcu 1938 r. – Karol Leman. W roku następnym jako właścicielka figuruje już Wanda Witwińska. Dom przetrwał wojnę, podobnie jak całe osiedle w dobrym stanie. Teren ten znalazł się w obszarze egzekwowania postanowień tzw. „dekretu Bieruta”, który to dekret odbierał przedwojennym właścicielom grunty, ale nie stojące na nich nieruchomości. Chodziło o zagmatwanie prawa i łatwiejsze przejmowanie mienia w późniejszym czasie, choć oficjalnie przy okazji odbierania właścicielom posesji wspominano coś o udogodnieniach w odbudowywaniu stolicy (!). Fakt, że sam dekret był mniej restrykcyjnie przestrzegany na przedmieściach i w stosunku do domów jednorodzinnych, wpłynął zapewne na to, że w wielu przypadkach nieruchomości z tej kolonii do dziś pozostały w rękach spadkobierców przedwojennych właścicieli. Nie zapominajmy też o tym, że większość z nich wywodziła się z kręgu socjalistów, co w powojennej, komunistycznej Polsce również miało swój wpływ na utrzymanie własności w przypadku tych posiadłości. Dom pod numerem Chłopickiego 12, jest obecnie dobrze utrzymany (widok z zewnątrz) i zamieszkały (przez jedną rodzinę?), bez możliwości dostępu do środka.

::: Włączono do bazy w ramach projektu: „Akademia Opiekunów Dziedzictwa” – (VI edycja), dofinansowanego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj