Kamienica ul. Waszyngtona 118, Warszawa

Dom spod numeru: „Waszyngtona 118”, jest jednym z pierwszych obiektów powstałych na tej jakże długiej i reprezentacyjnej ulicy wiodącej od mostu im. Ks. Józefa Poniatowskiego, a łączącej centrum miasta z o wiele starszym szlakiem: ciągiem ulic Targowa – Grochowska, przeistaczającym się dalej na wschód, w trakt na Brześć i na Lublin. Owo rozwidlenie starych gościńców znajduje się obecnie w granicach miasta.

Ul. Waszyngtona zaczęła się kształtować na krótko przed I wojną światową, kiedy to oddano do użytku wspomniany wyżej most (1914 r.). Jako, że most nosił miano ks. Józefa Poniatowskiego, ulicę powstałą na jego przedłużeniu zaczęto nazywać Aleją Poniatowskiego. Sytuacja ta miała miejsce jeszcze w pierwszych altach po I wojnie światowej, a trwałą najprawdopodobniej do momentu rozpoczęcia prac przy wytyczeniu ulic nowej dzielnicy – Saskiej Kępy. Jeszcze przed 1914 r., pojawił się pierwszy zarys przyszłej drogi, w postaci południowej granicy Parku Skaryszewskiego, urządzanego od 1905 r. Oficjalnego otwarcia ulicy dokonano jednak dopiero 1-XII-1935 r. Szerszy swój bieg kończyła ona już na skrzyżowaniu z ul. Saską. Dalej na wschód występowała w skromniejszej formie, węższa o połowę. Z początku, przed wyłożeniem jej płaską kostką brukową, miała zgoła odmienny charakter. Mówiono wówczas o niej per: „Czerwona Droga”, być może dlatego, że raz na jakiś czas wysypywano ją ceglanym tłuczniem, lub po prostu rozbiórkowym gruzem, zapewne celem utwardzenia, grząskiego w tej okolicy gruntu. Warte wspomnienia są ciekawe relacje o jej topografii. Otóż znane są świadectwa mówiące o tym, że droga ma przebieg zygzakowaty, podobny nawet do „zarysu strzałki pioruna”. Miałoby to wynikać jakoby z tego, iż była to tzw. droga forteczna, a jej meandrujący charakter miał utrudniać ewentualne wstrzelenie się w cel artylerii wroga. Jest to o tyle ciekawe, że żywot tego, skądinąd ważnego połączenia, w takiej, wojskowej odsłonie trwał nader krótko. Nie powstała żadna mapa, poza opracowaniem Lindley’a (1:2500 z 1901) i późniejszym kilkukrotnym unacześnianiem tego opracowania przez magistrat miejski w dwudziestoleciu międzywojennym. Sytuacja jest o tyle trudna, że pierwsza z map pochodzi sprzed budowy tej drogi, a kolejne obrazują już stan po przeprowadzeniu ul. Waszyngtona. Przyglądając się sprawie na zasadzie analogii, zauważamy jednak, że żadna z zachowanych do dziś dróg fortecznych nie ma i nie miała sztucznie zniekształconego przebiegu. Wiemy o tym, bo Twierdzę Warszawa wznoszono przez dziesięciolecia i sporo połączeń zostało przez kartografów uwiecznionych na mapach. Część z nich zaadaptowano nawet do miejskiego systemu drogowego. Otóż drogi forteczne miały zazwyczaj postać długich i prostych odcinków. Budowano je od podstaw i najkrótszą trasą kierowano do celu, nie licząc się niemalże wcale z uwarunkowaniami przyrodniczymi. Przeczy więc to zasadniczo, historiom powtarzanym w opracowaniach z epoki. Jednoznacznej weryfikacji można by dokonać na podstawie zdjęć lotniczych. Tych jednak, z interesującego nas okresu, jest bardzo niewiele.

Wracając do omawianego budynku. Powstał on w 1936 r. dla Stanisława Swobody wg proj. arch. Edwarda Strausa (ur. 1898 – zm. po 1965 r.), który pod koniec życia mieszkał po sąsiedzku – niemalże naprzeciwko, bo przy al. Waszyngtona 55. Prac przy stanie surowym doglądał mistrz murarski J. Jasiński rodem z Wołomina. Sam dom posiadał dwa piętra, pięć osi i 2650 m3 kubatury. Niewielki ów budynek wznoszony w nowym porządku, nie miał raczej przewidzianych oficyn mieszkalnych na zapleczu. Był za to pomyślany, jako część zwartej pierzei. Mimo tego, do czasów wybuchu II wojny światowej nie doczekał się zabudowy na  sąsiednich działkach. Zmienił za to właściciela. Wszystko pozostało jednak w rodzinie, bowiem nowym posiadaczem stał się Czesław Swoboda. W czasie wojny obiekt poważnie uszkodzono. W czerwcu 1945 r., zachodnia część obiektu cały czas nieodbudowana, pozostawała zrujnowana niemalże do ziemi, będąc jedynie prowizorycznie zabezpieczoną. Na odbudowę nie było zapewne funduszy, bo cała sprawa skończyła się rozbiórką uszkodzonego fragmentu, tak że do czasów obecnych dom zachował trzy, z pierwotnych pięciu osi, przez co na zawsze stracił symetrię. Od strony rozebranej części dostawiono po wojnie nowy blok, uniemożliwiając w przyszłości ewentualnie odtworzenie całości fasady.  Kamieniczka odstaje też niestety gabarytami od sąsiednich bloków, co nie wróży nic dobrego – w najlepszym razie zostanie po raz kolejny zniekształcona. Tym razem przez nadbudowę.

Balustrady ocalałych balkonów mimo, iż zapóźnione stylowo względem daty wzniesienia domu, są oryginalne. Podobnie sytuacja ma się z poręczą na klatce schodowej i z podłogą tejże klatki, uformowaną zarówno z dwukolorowego lastrico wylanego jako monolit, jak i poprzez użycie lastricowych płytek na spocznikach i piętach. Ogólny stan zachowania obiektu na chwilę inwentaryzacji (jesień 2025) jest zadowalający.

::: Włączono do bazy w ramach projektu: „Akademia Opiekunów Dziedzictwa” – (VI edycja), dofinansowanego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj