Niewielka dwupiętrowa kamienica wzniesiona na dalekich krańcach ul. Żytniej, urządzanych dopiero w przededniu II wojny Światowej. Omawiany tu obiekt powstał jako jeden z pierwszych domów mieszkalnych w okolicy. W roku 1935 był w trakcie budowy, a ulica bezpośrednio przed nim była niby wyznaczona, ale połączenia z Młynarską jeszcze nie utworzono. Na zachód droga sięgała tylko 70 m. poza skrzyżowanie z ul. Eustachego Tyszkiewicza. Za pośrednictwem tej ostatniej ulicy można się było przedostać od Górczewskiej. Jeśli wspomnieliśmy już nazwisko Tyszkiewiczów, to warto nadmienić, że sam patron nie znalazł się w tym miejscu przypadkowo. Otóż w spisach hipotecznych, w szczególnie w gorącym czasie zagospodarowywania przedmieść po I wojnie światowej, w tej części miasta, często pojawia się nazwisko Tyszkiewiczów; bądź to w kontekście sukcesorów, bądź właścicieli min. hr. Elżbieta Tyszkiewicz. Omawiana przez nas nieruchomość została wniesiona na południowych krańcach obszernej parceli, która rozpościerała się zarówno daleko na północ, po obecną ulicę Morcinka, jak i na wschód ku ul. Młynarskiej, tworząc swym zasięgiem coś na kształt ogromnej, leżącej litery „T”, a miejmy jednocześnie świadomość, że nie była to jedyna posesja należąca do hrabiostwa w tej okolicy.
Jako ciekawostkę warto dodać, że nazwa pobliskiej ul. Młynarskiej ma swoje gruntowne uzasadnienie. Otóż od zamierzchłych czasów na lokalnym wypłaszczeniu, które do dziś rozpościera się na tym obszarze (choć przez zabudowę współczesną mało widać deniwelacje w terenie, to dochodzą one nawet do kilku metrów), budowano wiatraki. Powstawały całe kolonie tych obiektów – dość powiedzieć, że na mapie z okresu Powstania Listopadowego ich liczba sięga bez mała pięćdziesięciu, z tego w najbliższym sąsiedztwie, opisywanej tu kamienicy (ul. Żytnia 61), w promieniu stu metrów stały aż trzy sztuki. Oczywiście w momencie powstawanie kamienicy wiatraków już nie było. Zaczęły one stąd znikać wraz z drugą połową XIX w.
Sam dom wybudowany jak wspomnieliśmy, na krótko przed ostatnią wojną, prezentuje się dość skromnie. Ma gładką fasadę, dwa piętra i pięć osi, z czego skrajne ozdobiono balkonami, o oryginalnych, jak się zdaje, nitowanych balustradach. Elementem ożywiającym elewację oduliczną jest kapliczka, we wnęce, przesłonięta szybą, umieszczona na wysokości pierwszego pietra. Zaaranżowana zapewne w czasie okupacji niemieckiej. Z racji słabej dostępności, umieszczona wewnątrz święta figurka pozostaje uszkodzona. Wraz z domem frontowym, wzniesiono z tyłu, działki murowaną stajnię stojącą w poprzek placu. Przetrwała on wojnę pod dachem, jednak w czasie przekształcania zaplecza kamienicy w część wspólnego, osiedlowego podwórza niestety ja rozebrano. Dom frontowy uległ w czasie wojny uszkodzeniu. Nie posiadał dachu i miał wypalone ostatnie piętro. Jednak powojenna ekspertyza wykazała, że nadaje się do odbudowy, na co miała zapewne wpływ konstrukcja budynku, a w szczególności stropy Kleina.
Obecnie kamienica ma wejście na klatkę schodową od tyłu – od strony podwórza. Nie wydaje się aby było to pierwotne rozwiązanie, bowiem dom od początku dotykał do działek sąsiednich w ostrej granicy i był szykowany, jako jeden z wielu, mających stać w zwartej przyulicznej pierzei, którą udało się zrealizować dopiero po wojnie (lata 50/60). Albo więc wtórnie zamurowano przejazd bramny na podwórze, albo zaślepiono wejście na klatkę schodową z ulicy – wówczas musiałaby by to być klatka przechodnia. Drugie rozwiązanie wydaje się bardziej prawdopodobne, bowiem w roku 1945 nie widać na podwórzu śladu po podjeździe do bramy, a ścieżkę ku drzwiom na klatkę schodową widać bardzo wyraźnie. Jednoznaczną odpowiedź na to pytanie można będzie zapewne uzyskać podczas remontu (skuwanie tynków), który wcześniej czy później nastąpi, trzeba jednak o tym pamiętać. Ciekawie prezentuje się sama klatka schodowa, gdzie na tle skromnych lastrykowych schodów dość osobliwie wygląda balustrada o motywie zdobniczym z czasów bezpośrednio poprzedzających I wojnę światową. Być może została zakupiona za bezcen podczas budowy, jako bardzo już wówczas niemodna, albo zamontowano ją po wojnie, przenosząc tu z innego obiektu. W czasach gdy panowała wszechobecna bieda, nie patrzono bowiem na takie szczegóły jak zgodność stylowa z remontowanym, modernistycznym przecież budynkiem.
::: Włączono do bazy w ramach projektu: „Akademia Opiekunów Dziedzictwa” – (VI edycja), dofinansowanego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa.
























